Reklama

Święto zakochanych

Walentynki to święto zakochanych, obchodzone w Polsce zaledwie od kilku lat. Jednak początki tego święta w Europie sięgają już średniowiecza. Święty Walenty był biskupem rzymskim, który uzdrawiał chorych i pocieszał nieszczęśliwych. Legenda głosi, że w czasie prześladowań uzdrowił ze ślepoty córkę jednego ze sług cesarskich. Dzięki swemu niezwykłemu dokonaniu cała rodzina owego sługi przyjęła wiarę katolicką. Jednak to zdarzenie wzbudziło gniew władcy, który rozkazał nieszczęsnego biskupa torturować i ściąć. Zginął więc Święty Walenty śmiercią męczennika.

W jaki sposób z biskupa uzdrawiającego stał się patronem wszystkich zakochanych - nie do końca wiadomo. Można się dopatrywać związku choroby, nieszczęścia i bólu z brakiem drugiej połowy, towarzysza życia, osoby ukochanej i w pełni nas rozumiejącej. Kilkaset lat temu biskup uzdrawiał tych, którzy cierpieli, dziś pomaga im połączyć się w pary.

Dzięki istnieniu Walentynek osoby zakochane mają okazję do potwierdzenia swojej miłości. Te, które kochają jednostronnie mają możliwość okazania tych uczuć drugiej osobie anonimowo, np. wysyłając tradycyjną kartkę. A wszyscy możemy przekazać serdeczności przyjaciołom i najbliższym.

Walentynki mają wielu gorących zwolenników i wielu przeciwników. Zdecydowanie najhuczniej Walentynki obchodzone są w USA i Anglii. Właśnie 14 lutego większość mieszkańców tych krajów wysyła romatyczne karteczki z życzeniami i obdarowują się prezentami.

Nasza, zaledwie kilkuletnia, tradycja sprawia, że ruch w kwiaciarniach jest większy, na poczcie szalone kolejki, sklepy ze słodyczami podwajają obroty, restauracje i kawiarnie przeżywają oblężenie, a serwery są przeciążone tysięcami elektronicznych kartek...

14 lutego to szczególny dzień w roku, gdy na ulicach same zakochane pary, w gazetach i internecie aż roi się od serduszek, a w programie telewizyjnym same komedie romantyczne i randki w ciemno...

Czy poddamy się tej corocznej nagonce i kupimy wymęczonego kwiatka u kwiaciarki? Czy znów obrazimy się na ukochanego, że zapomniał o Walentynkach?

A jak można spędzić wieczór walentynkowy w Piszu?

Piszanin poleca spędzenie wieczoru w Pedeku (godzina 17.00) na wieczorze kabaretowo - filmowym, gdzie młodzi Piszanie z zespołu kabatetowego DEBIUT przygotowali program pt. Bajki dla "Dorosłych". Po występie nastąpi projekcja filmu pt. "Moje wielkie greckie wesele".
Moje wielkie greckie wesele.
My Big Fat Greek Wedding (USA, 2001) Komedia romantyczna 96 min.
Reżyseria: Joel Zwick, Scenariusz: Nia Vardalos, Obsada: Nia Vardalos - Toula Portokalos, John Corbett - Ian Miller, Lainie Kazan - Maria Portokalos, Michael Constantine - Gus Portokalos, Gia Carides - Nikki

Grecka rodzina Portokalos mieszka w USA. Wszyscy jej członkowie martwią się o Toulę (Nia Vardalos), która w wieku 30 lat wciąż pozostaje niezamężna. Pewnego dnia w biurze podróży swojej ciotki dziewczyna spotyka przystojnego Iana Millera (John Corbett) i zakochuje się w nim z wzajemnością. Wkrótce też Ian prosi ją o rękę. Zanim jednak para stanie na ślubnym kobiercu narzeczony Touli musi zostać zaakceptowany przez jej liczną i zwariowaną rodzinę. Niestety, Ian ma jedną poważną wadę - nie jest Grekiem.



slejo

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Piszanin.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości