Przygotujcie swoje umysły i pozwólcie zabrać Was na wyprawę w świat kolorowych wizualnych wrażeń, przestrzennej muzyki i animowanych obiektów z innego świata. Świata "dem" pochodzących z komputerowego podziemia i stworzonego przez utalentowanych programistów - koderów, grafików i muzyków. Przygotujcie swój umysł na DEMOSHOW - PISZ 06 MARCA 2004, gdzie na dużym ekranie zobaczycie, co potrafią zrobić młodzi entuzjaści przy pomocy zwykłego domowego komputera.

Scena komputerowa nie jest już bardzo młoda, jej korzenie sięgają wczesnych lat 80 choć i tu wiele osób mogłoby się ze mną o to wykłócać. Za początki sceny komputerowej uważać można datę wydania pierwszego: darmowego, niepraktycznego, zrobionego dla własnej satysfakcji (by pokazać innym co ja potrafię!) programu komputerowego. To moje zdanie wydaje się być prawdziwe, patrząc na to, jak ewoluowała scena do dnia dzisiejszego. Niestety, konkretnej daty nie będzie w stanie podać nikt, bowiem takowa nie istnieje. Cóż - teorii powstania demosceny jest wiele. Jedną z nich jest powiązanie z tzw. sceną crackerską. Już w czasach komputerów 8 bitowych (Atari, Commodore, itp..) przemysł gier komputerowych borykał się z problemem tzw. crackingu, czyli łamania gier komputerowych przez zdolnych młodych ludzi. Po złamaniu gry komputerowej, była ona rozprowadzana po całym świecie. By w pewnym sensie zareklamować siebie, cracker dołączał do gry informacje o sobie (ze swoim adresem kontaktowym). Początkowo były to tylko informacje tekstowe, jednak ludzie szybko się nauczyli dołączać obrazki tzw. loga.
Zdolni programiści, dla których łamanie kolejnych zabezpieczeń stawało się nudne dla odskoczni wprowadzali nowe elementy do tzw. intr, czyli programów, które pojawiały się przed uruchomieniem odbezpieczonej gry. W pewnym momencie pojawił się element rywalizacji na ładniejsze logo, szybsze - płynniejsze scrollowanie tekstu na ekranie itp. Po pewnym czasie element rywalizacji o lepsze intro stał się ważniejszy i demoscena oddzieliła się od sceny crackerskiej zajmując się legalną produkcją intr, dem, grafiki, muzyki... Na podtwierdzenie przytoczonych słow podać można przykład jednej z grup crackerskich, która posiadała podgrupę ludzi związanych z demosceną. Bardzo dobrze znana, swego czasu elitarna wręcz grupa Virtual Dreams/Fairlight swego czasu święciła triumfy na obu polach komputerowej aktywności.
Demoscena ewoluowała bardzo mocno od czasów komputerów 8 bitowych. Stąd też wiele rzeczy się bardzo zmieniło, ale opiszę również te bardzo ciekawe z punktu widzenia historii demoscenowe profesje. Co mam na myśli pisząc profesje? Otóż wiadomo, że do stworzenia większej produkcji potrzebna jest większa grupa osób. Niemożliwe jest, by jeden człowiek był w stanie zaprogramować, opatrzyć muzyką, narysować tekstury, obrazki, złożyć wszystko w całość w jedną produkcję i jeszcze pojechać z tym na party. W grupach można wyodrębnić następujące role, które na przestrzeni lat ewoluowały w dziesiątki innych, jednak ja skupię się na tych najważniejszych i chyba najciekawszych:
GRAFIK - człowiek odpowiedzialny za oprawę graficzną dem/intr. Czasem graficy rysują też pełnoekranowe rysunki. Część z nich potrafi zaprzeć dech w piersiach, bowiem niektórzy są naprawę dobrzy w swoim fachu.
Konsekwencją istnienia sceny komputerowej są organizowane co jakiś czas imprezy (być może dobrym dużo mówiącym określeniem jest "zlot") nazwane za dawnych czasów "Copy Party". Imprezy takie organizowane są kilka razy do roku. Specyficzny klimat tego rodzaju zlotów jest niepowtarzalny. Copy Party bardzo ewaluowały, początkowo były to małe imprezy, dzisiaj organizowane są też duże bardziej komercyjne imprezy, na które zjeżdżają się ludzie z całego świata by wystawić swoje produkcje. No właśnie i tu dochodzimy do sedna całej zabawy w scenę komputerową. Na imprezach, o których mówię organizowane są konkursy na najlepsze demo, intro (intro to takie mniejsze demo), muzykę, grafikę. Ostatnio również pojawiają się nowe kategorie scenowych produkcji, jak przeliczone wcześniej animacje czy gry. Niestety nie jestem w stanie przelać na tekst uczucia, jakiego doznaje człowiek oglądający na party własną produkcję, nad którą pracował wiele miesięcy. Duży ekran, obraz z rzutnika, profesjonalne nagłośnienie, na ekranie ukazuje się efekt pracy kilku ludzi z grupy, na sali cisza, nagle oklaski, brawa, gwizdy, na ekranie pojawia się najlepszy efekt w produkcji, gromkie brawa na całej sali wypełnionej przez 400 osób, które zajmują się tym samym...
Po prostu - warto! Na największe party komputerowe ("The Party", "Mekka-Symposium", "The Gathering") przyjeżdża po kilka tysięcy osób, a wielkość obrazu z rzutnika, jego jakość oraz jakość nagłośnienia na tych imprezach potrafi zaszokować. W Polsce scena komputerowa jest również dość mocno rozwinięta i tego typu imprezy (choć relatywnie mniejsze, bardziej kameralne) również się odbywają.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!