25 kwietnia Szkoła Podstawowa nr 2 w Piszu stała się świadkiem wydarzenia bez precedensu. Łukasz Pietruszka, mieszkaniec Pisza i pasjonat sztuki składania papieru, podjął oficjalną próbę ustanowienia rekordu Guinnessa w kategorii największej wystawy origami. Bohaterem ekspozycji stał się jeden konkretny model – lisek.
Marzenie dwunastolatka staje się rzeczywistością
Historia tej próby bicia rekordu nie zaczęła się 17 miesięcy temu, gdy powstał pierwszy lisek, ale wiele lat wcześniej. Jak wspomina sam Łukasz Pietruszka, wszystko zaczęło się w nieistniejącej już lokalnej księgarni. To tam, jako dwunastoletni chłopiec, po raz pierwszy ujrzał słynną „Księgę Rekordów Guinnessa”.
– Poprosiłem mamę o zakup, a ona oczywiście spełniła moją prośbę. Po przeczytaniu byłem po prostu oczarowany mnogością rekordów i powiedziałem sobie, że kiedyś na pewno coś ustanowię albo pobiję – opowiada pan Łukasz. Choć życie niosło ze sobą szkołę i pracę, dziecięce marzenie przetrwało i doczekało się realizacji właśnie teraz.
600 godzin precyzyjnej pracy
Wybór modelu padł na liska, ponieważ, jak przyznaje autor, po prostu mu się spodobał i pasował do wizji wystawy. Jednak droga do rekordu była niezwykle wymagająca. Proces tworzenia tysięcy papierowych figurek trwał 17 miesięcy. Pan Łukasz każdego dnia poświęcał średnio dwie godziny na składanie papieru. Łącznie przełożyło się to na około 600 roboczogodzin – co w przeliczeniu daje 25 pełnych dób pracy non-stop.
Kluczem do sukcesu w tej kategorii jest powtarzalność. Wszystkie lisy musiały zostać wykonane według jednego, identycznego wzoru. Nad poprawnością techniczną czuwał ekspert – Michał Cisowski, certyfikowany instruktor Polskiego Towarzystwa Origami.
– Potwierdził on, że wszystko zostało wykonane zgodnie z zasadami sztuki origami. Każdy lisek jest prawidłowo złożony – podkreśla Łukasz Pietruszka.
Czekając na werdykt z Londynu
Ekspozycja w murach piskiej „dwójki” była momentem kulminacyjnym, ale nie kończącym procesu. Aby rekord został oficjalnie uznany, konieczna była rygorystyczna dokumentacja. Wszystkie lisy zostały komisyjnie przeliczone, a całe wydarzenie sfilmowane i sfotografowane.
Obecnie komplet materiałów dowodowych trafia do głównego biura Guinness World Records w Londynie. Proces weryfikacji, w zależności od skomplikowania rekordu i liczby zgłoszeń, może potrwać od kilku tygodni do kilku miesięcy. Mieszkańcy Pisza z niecierpliwością czekają na pozytywną decyzję, która oficjalnie potwierdzi sukces ich krajanina.
Pytany o to, czy nie boi się, że ktoś wkrótce pobije jego wynik, pan Łukasz odpowiada z uśmiechem: – Rekord ma to do siebie, że nigdy nie dostaje się go na zawsze. Cieszyłbym się, gdyby ktoś spróbował go pobić, bo to forma inspiracji. Jeśli choć jedna osoba pomyśli sobie: „chcę być jeszcze lepszy”, to będzie to dla mnie wielki sukces.
Łukasz Pietruszka udowodnił, że dzięki determinacji i cierpliwości („trening czyni mistrza”) można sięgnąć po marzenia z dzieciństwa. Na zakończenie spotkania, w geście sympatii dla czytelników i widzów, pan Łukasz złożył i podpisał symbolicznego, niebieskiego liska origami.
Teraz oczy wszystkich skierowane są na Londyn. Czy Pisz oficjalnie zagości na kartach najsłynniejszej księgi rekordów świata? O rezultacie dowiecie się w Piszaninie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze