Choć niedawny wybór wykonawcy ogłoszono jako wielki przełom, procedura przetargowa utkwiła w Krajowej Izbie Odwoławczej. Mieszkańcy na odciążenie centrum miasta poczekają o kilka lub kilkanaście miesięcy dłużej.
Ostatnie tygodnie przyniosły mieszkańcom Pisza długo wyczekiwane i z pozoru euforyczne wieści. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) oficjalnie rozstrzygnęła przetarg na projekt i budowę nowej obwodnicy miasta w ciągu dróg krajowych nr 58 i 63. Zwycięzcą okazała się firma Budimex, oferując realizację zadania za kwotę 161,65 mln złotych. Inwestycja ta miała raz na zawsze rozwiązać problem uciążliwego ruchu tranzytowego, poprawić bezpieczeństwo oraz znacząco ograniczyć hałas i emisję spalin w obszarze miejskim. Dzisiaj wiemy już jednak, że radosne nastroje były przedwczesne, a nad projektem zawisły ciemne chmury procedur odwoławczych.
Aby w pełni zrozumieć obecny paraliż, należy cofnąć się do samego procesu wyboru ofert. Budowa 7,4-kilometrowego odcinka nowej trasy wzbudziła gigantyczne zainteresowanie na rynku budowlanym – do przetargu stanęło aż 15 przedsiębiorstw. Sytuacja przybrała jednak bezprecedensowy i wręcz kuriozalny obrót podczas weryfikacji dokumentacji przez komisję przetargową.
Z wyścigu o kontrakt wykluczono aż 13 z 15 zainteresowanych podmiotów. Co zdumiewające, aż dziesięć firm zostało odrzuconych z powodu błahego uchybienia formalnego – braku odpowiedzi na jedno, precyzyjne pismo wysłane przez urzędników GDDKiA. Kolejne trzy oferty zostały odrzucone z powodu podejrzenia o tzw. rażąco niską cenę. Komisja uznała, że zaproponowane przez te podmioty kwoty były zbyt niskie, by zagwarantować rzetelne i bezpieczne wykonanie prac. W efekcie ostateczny wybór rozegrał się pomiędzy zaledwie dwoma graczami, a kontrakt przyznano wspomnianemu Budimexowi.
Trzy odwołania blokują podpisanie kontraktu
Tak drastyczne rozstrzygnięcie, eliminujące z gry 86 procent oferentów, musiało wywołać natychmiastową reakcję prawną. Zgodnie z najnowszymi ustaleniami, aż trzy z odrzuconych firm zdecydowały się oficjalnie zaskarżyć decyzję komisji przetargowej, składając odwołania do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO) w Warszawie.
Stanowisko urzędników potwierdza, że sprawa weszła już na oficjalną ścieżkę prawną:
Procedura odwoławcza jest już wszczęta, będzie to rozstrzygała Krajowa Izba Odwoławcza – informuje Agnieszka Krawczyk, Zastępca Naczelnika Wydziału Zamówień Publicznych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad o/ Olsztyn.
Reklama
Przedsiębiorstwa, które zdecydowały się na ten krok, argumentują, że ich wykluczenie z postępowania lub uznanie ich wycen za „zbyt tanie” odbyło się z naruszeniem przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych. Walka toczy się o olbrzymie pieniądze oraz prestiżowy kontrakt, dlatego odrzuceni oferenci nie zamierzają składać broni. Złożenie formalnych odwołań uruchomiło skomplikowaną machinę prawną, która bezwzględnie zamraża możliwość wykonania kolejnych kroków przez inwestora.
Konsekwencje tego kroku dla harmonogramu prac są jednoznaczne i bardzo bolesne dla Pisza. Dopóki Krajowa Izba Odwoławcza nie rozpatrzy wszystkich trzech skarg i nie wyda prawomocnego wyroku, GDDKiA ma ustawowy zakaz podpisania umowy z wybranym wykonawcą. Pierwotne plany zakładały, że oficjalne zawarcie kontraktu z Budimexem nastąpi w III kwartale 2026 roku, co pozwoliłoby firmie natychmiast przystąpić do fazy projektowej (inwestycja realizowana jest w formule „Projektuj i buduj”).
Obecnie ten optymistyczny scenariusz legł w gruzach. Rozpatrywanie tak skomplikowanych odwołań, analiza setek stron dokumentacji techniczno-ekonomicznej oraz przesłuchania stron przed KIO potrwają co najmniej kilka miesięcy. Co gorsza, jeśli Izba uzna argumenty choćby jednego z odwołujących się podmiotów, może nakazać GDDKiA unieważnienie wyboru Budimexu i ponowne zbadanie oraz ocenę wszystkich ofert. W takim wypadku opóźnienie proceduralne może wzrosnąć z kilku miesięcy do nawet pół roku. Fatalne w skutkach by było dalsze procesowanie sądowe. Wtedy już sprawa może ciągnąć się latami.
Cierpliwość mieszkańców Pisza ponownie wystawiona na próbę
Dla mieszkańców Pisza, którzy od lat apelują o uwolnienie miasta od smogu, hałasu i drgań wywoływanych przez setki ciężarówek na dobę, to fatalna wiadomość. Choć faza samych robót budowlanych była planowana dopiero na lata 2027–2029, to każde przesunięcie w czasie podpisania umowy projektowej bezpośrednio zagraża ostatecznemu terminowi oddania obwodnicy do użytku. Urzędniczo-prawna batalia w Warszawie sprawia, że szampana z okazji „przełomu” trzeba schować głęboko do lodówki, a kierowcom i mieszkańcom pozostaje uzbroić się w kolejną porcję ogromnej cierpliwości.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Apeluję do burmistrza do gminy i do ludzi decyzyjnych. W piszu mamy jedne z najwyższych stawek w całej Polsce za odbiór odpadów komunalnych. Za śmieci płacimy niemal tyle ile płacą ludzie w Gdansku i Wrocławiu. Apeluję o prywatyzację dawnego ZUK w Piszu. Sprywatyzujcie to albo chociaż dopuśccie konkurencję do przetargów. Ceny usług spadną a jakość usług się poprawi. KOMa jest zainteresowana piszem ale wiele razy byli blokowani. Są też inne firmy. Dopuśccie konkurencję to ceny odbioru śmieci spadną. Pan burmistrz sprzedając dawny ZUK zyskał by grube miliony na spłatę odsetek za ten nieszczęsny PDK. A wodociągi zostawić w rękach miasta bo to spółka strategiczna
Osobiście uważam, że prywatyzowanie tak ważnych strategicznie spółek komunalnych jest szkodliwe dla miasta i nie należy tego robić. Nie mam nic przeciwko dopuszczaniu zewnętrznych podwykonawców typu KOMA, szczególnie jeśli by zaoferowali lepsze ceny. Natomiast to Gmina Pisz winduje stawki samodzielnie i określa je... zarabiając na mieszkańcach, a w szczególności dużych rodzinach.
Problem polega na tym, że w obecnym systemie gospodarowania odpadami nie funkcjonuje realny wolny rynek. Zamiast konkurencji mamy przetargi, w których zwycięzca przejmuje cały obszar, co w praktyce eliminuje rywalizację między firmami. Warto zauważyć, że lokalny rynek od lat jest de facto podzielony między dwie firmy — REMONDIS i KOMA. Od 2013 roku wygrywają one przetargi w tych samych gminach, a z czasem zaczęły nawet unikać startowania przeciwko sobie, aby nie wchodzić sobie w drogę. Skutki tego widać w kosztach ponoszonych przez samorządy. Przykładowo gmina Ruciane‑Nida w 2013 roku płaciła za gospodarkę odpadami ok. 300 tys. zł, podczas gdy w 2026 roku jest to już ok. 2 mln zł — wzrost o 566,67% w zaledwie 13 lat. W tym kontekście trudno nie wspomnieć o głośnej sprawie, w której prokuratura postawiła zarzuty korupcyjne Włodzimierzowi Karpińskiemu i Rafałowi Baniakowi w związku z kontraktami na wywóz odpadów w Warszawie. To pokazuje, jak bardzo obecny model sprzyja patologiom i jak pilna jest potrzeba jego gruntownej zmiany.
Czekamy cierpliwie, oby do skutku. Kawał dobrej roboty dzięki grupie Obwodnica Pisza, dziękujemy!
Panie Krzysztofie powiem tak. W środy przy mojej ulicy zbierają odpady bio. Ode mnie zabierają jeden worek, natomiast od sąsiada zabierają 6-7 worów. Sąsiad i ja płacimy tyle samo. To nieuczciwe. Nie muszą prywatyzować, niech dopuszczą konkurencję. Niech się podzielą dzielnicami ulicami miasta. Ceny spadną bo tak działa wolny rynek
Nie masz pojęcia jak działa system odpadowy w tym kraju. Od 2013 roku nie ma wolnego rynku w tym sektorze, bo wykonawcę usługi nie wybierają sobie mieszkańcy tylko gminy ustalając na sztywno stawki. W wolnym rynku klient wybiera sobie usługodawcę, i gdy mu obecny nie pasuje to idzie do konkurencji. W gminnym systemie masz narzuconego z góry usługodawcę oraz stawkę. Nie masz wyboru i możliwości przejścia do tańszej konkurencji, tak jak było przed 2013 rokiem. Więc nie może tu być mowy o wolnym rynku.
Co za brak wiary w sukces Słońca Mazur. Jestem pewien, że geniusz, autorytet i siłą perswazji spowoduje, że wszystkie odwołania staną się tylko wspomnieniem i faktem dziennikarskim, zaś sama budowa ruszy natychmiast i będzie zakończona w 3 miesiące. Przy przecięciu wstęgi moje oczy wyobraźni widzą prezydentów największych mocarstw oraz miliony turystów, zaś cały pomysł na rozwiązanie tego problemu narodzi się w murach nowego PDK. Kolejnym wielkim dziełem będzie budowa elektrowni jądrowej, zaś delegacje międzynarodowe zostaną z wielką oprawą przywitanie na nowym dworcu. Potem wszyscy złożą kwiaty mu czci wielkiego mentora i będzie zabawa do białego rana z udziałem gwiazd z całego świata, które koncertował będą za sama możliwość ogrzania się w promieniach Wielkiego Słońca. Tak właśnie będzie... A wszystko co zle to tylko wroga propaganda imperialistycznej agentury.
A u nas w PGR Kaliszki powolutku popijamy nasze specjały. My lubimy sobie posiedzieć i popatrzeć na samochody i pociagi. Takie mamy hobby. I po co te wszystkie obwodnicę. Ludzie stracą rozrywkę patrzenia. Taniej wypić klina z rana to wtedy na cały dzień się odkazimy wewnętrznie i nic nam nie przeszkadza. Tak się żyje w PGR Kaliszki.
Kieliszek ty pijesz a my ładujemy twoją starą ps."akumulator".
Jeśli masz czym ładować to se ładuj. Tylko żeby ci instalacja wytrzymała. Inaczej zostanie koza lub kury do ładowania lub inne jak to jest u co niektórych polityków na południu kraju.
W Kaliszkach ludzie wesołe, napić sie lubio to fakt, ale oni swoje sprawy umiejo załatwiać bo majo jaja. Przystanek kolejowy im zrobili, peron nowy, w ubiegłym roku nowe asfalty im położyli, swój dom kultury też mają. Nic dziwnego, że Kieliszkowi tam tak dobrze. Tam żyć nie umierać, a w Piszu co????? Wszystko tu rozpieprzone, co tylko można to rozpieprzyli.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Dziura którą jest pisz jest po prostu żałosna ????????????????
Śmieci w ręce prywatne i administratora siedzą tam dwa lemury,tata i syn a liczniki na wodę wymienione na najlepsze w chałupie i dalej różnica między taty licznikiem a licznikiem synka który powinien pilnować interesu lokatorów,a tyle co goli mieszkańców za koszty zarządu powinien coś wykazać że ma checi coś robić a robi tyle samo co poprzednik historyk tylko że ten siedział na dupie spokojnie ???? pozdrawiam uśmiechniętych piszan
Drodzy Piszanie, weźcie proszę pod uwagę fakt, iż budowa jeszcze nawet nie drgnęła - a już są opóźnienia. To baaaardzo wymowna wróżba na przyszłość tej inwestycji - o ile w ogóle dojdzie ona do skutku. Pięknie skomponuje się z innymi, odważnymi "inwestycjami" w tym miasteczku. Bo przecież nieszczęścia chodzą parami, czy nie? Szacun wszystkim zaangażowanym i aktywnym osobom, ale rozmiar i wpływ takiego przedsięwzięcia ma drugie, trzecie itd dno. Czy taki gigant gospodarczy jak mcdonald zbudowałby lokal nie mając pewności którędy będą jechać turyści na Mazury? Czy brak zaangażowania władz nie wróży tej budowie źle? Czy Rudemu zależy na wydawaniu pieniędzy na ten cel? Nawet jeśli nie płaci on bezpośrednio - koledzy w resortach nie od parady... Ogaśnijcie Piszanie, dobrze radzę
Ta obwodnica nigdy nie powstanie. Wspomnicie moje słowa.
Bardziej potrzebna jest obwodnicą w PGR Kaliszki. Rolników wszyscy traktują źle. A rolnictwo to podstawa, hodowla trzody chlewnej i produkcja roślinna. Bez rolnika i szczur zdycha. Trzeba inwestycji w rolnictwo i infrastrukturę dla rolników. Rolnik jest najważniejszy. Bez produkcji roślinnej nawet zacieru nie będzie. A bez zacieru nie ma waznego produktu.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
...a tym czasem w Piszdziszewie po staremu nowe dzieje.. ..kury szczać prowadzać, choć osobiście i tej czynności tym nieudacznikom bym nie powierzył... ..przy żłobie i korycie wiedzą, jak się utrzymać...po kij coś więcej robić? Przykład starosty, co został wicestarostą, bo szkoda mu było, by emerytura przepadała jest nad wyraz czytelny... Tak to właśnie w Piszdziszewie jest; w 47' Bierut dekretem nazwiska nadał i wielkich panów zgrywają, jak z różnych wsi to poniemieckie wypełnili... Polska Konopielka w pigułce
Czy ta krytyczna opinia dotyczy także PGR Kaliszki? U nas są mocni i pracowici ludzie z krwi i kości. Uczciwie pracują i nie chodzą z przepasionymi brzuchami w zbyt ciasnych koszulach.
Apeluję do burmistrza do gminy i do ludzi decyzyjnych. W piszu mamy jedne z najwyższych stawek w całej Polsce za odbiór odpadów komunalnych. Za śmieci płacimy niemal tyle ile płacą ludzie w Gdansku i Wrocławiu. Apeluję o prywatyzację dawnego ZUK w Piszu. Sprywatyzujcie to albo chociaż dopuśccie konkurencję do przetargów. Ceny usług spadną a jakość usług się poprawi. KOMa jest zainteresowana piszem ale wiele razy byli blokowani. Są też inne firmy. Dopuśccie konkurencję to ceny odbioru śmieci spadną. Pan burmistrz sprzedając dawny ZUK zyskał by grube miliony na spłatę odsetek za ten nieszczęsny PDK. A wodociągi zostawić w rękach miasta bo to spółka strategiczna
Osobiście uważam, że prywatyzowanie tak ważnych strategicznie spółek komunalnych jest szkodliwe dla miasta i nie należy tego robić. Nie mam nic przeciwko dopuszczaniu zewnętrznych podwykonawców typu KOMA, szczególnie jeśli by zaoferowali lepsze ceny. Natomiast to Gmina Pisz winduje stawki samodzielnie i określa je... zarabiając na mieszkańcach, a w szczególności dużych rodzinach.
Problem polega na tym, że w obecnym systemie gospodarowania odpadami nie funkcjonuje realny wolny rynek. Zamiast konkurencji mamy przetargi, w których zwycięzca przejmuje cały obszar, co w praktyce eliminuje rywalizację między firmami. Warto zauważyć, że lokalny rynek od lat jest de facto podzielony między dwie firmy — REMONDIS i KOMA. Od 2013 roku wygrywają one przetargi w tych samych gminach, a z czasem zaczęły nawet unikać startowania przeciwko sobie, aby nie wchodzić sobie w drogę. Skutki tego widać w kosztach ponoszonych przez samorządy. Przykładowo gmina Ruciane‑Nida w 2013 roku płaciła za gospodarkę odpadami ok. 300 tys. zł, podczas gdy w 2026 roku jest to już ok. 2 mln zł — wzrost o 566,67% w zaledwie 13 lat. W tym kontekście trudno nie wspomnieć o głośnej sprawie, w której prokuratura postawiła zarzuty korupcyjne Włodzimierzowi Karpińskiemu i Rafałowi Baniakowi w związku z kontraktami na wywóz odpadów w Warszawie. To pokazuje, jak bardzo obecny model sprzyja patologiom i jak pilna jest potrzeba jego gruntownej zmiany.