Słupek rtęci dochodził do 33 stopnia. Nawet entuzjaści opalania mieli już dość prażącego ich ciała słońca, woda w jeziorach nie przynosiła ochłody. Jedyną przyjemnością było chłodne zamknięte pomieszczenie i szklanka zimnej wody ... Tak po krótce wygladała męka lata 2006 wywołana lejącym się z nieba żarem. Średnia temperatura lipca przekroczyła 21 stopni Celsjusza. Wprawdzie w powojennej historii Polski bywały lata cieplejsze, choćby lipiec 1994 roku - z 40-stopniowym rekordem ciepła - to upały te nie wyrządziły tak wielkich szkód jak tegoroczna aura. Jej skutki odczuliśmy bardzo dotkliwie na własnej skórze - nieziemskie pragnienie, bóle głowy, duszności, omdlenia, zawały - to w skali mikro, a w makro - problemy leśników z pożarami, drogowców z roztapiającym się asfaltem, energetyków z przegrzaną instalacją i wreszcie klęska urodzaju. Wyschnięte łąki i pola to problem wszystkich rolników. Najgorsza sytuacja jest na Podlasiu, w Lubuskiem, Kujawsko-Pomorskiem, Wielkopolsce i Warmińsko-Mazurskiem. Na Warmii i Mazurach wskutek suszy zniszczonych jest 40 procent łąk i pastwisk. rolnej, poszkodowanych w wyniku tegorocznej suszy. Komisje natychmiast przystąpiły do szacowania strat w uprawach polowych. Z raportów wynika, że największe straty odnotowuje się w użytkach zielonych 70-80 proc., zbożach jarych 30-60 proc., zbożach ozimych 30-45 proc., ziemniakach 40-60 proc., burakach 30-45 proc., rzepaku 30-45 proc., kukurydzy 30-50 proc. Straty występują w całym województwie, ale największe odnotowano w gminach południowych. Wicewojewoda Anna Szyszka zadeklarowała prowadzenie stałego monitoringu i wszelką pomoc w przekazywaniu sygnałów do resortu rolnictwa, aby maksymalnie łagodzić trudną sytuację. Niestety, wszystko to sprowadza się na razie do mądrych wywodów urzędników za biurkiem i ich papierkowej roboty, a rolnicy z dnia na dzień liczą realne straty i załamują ręce. Na dzień dzisiejszy słońce wysuszyło mi 80 % łąk - mówi Ryszard Brodzik rolnik ze wsi Szczechy Wielkie - Mam 21 sztuk żywca, za chwilę będę musiał krowy zamknąć w oborze, bo trawy nie ma nawet na lekarstwo. Zapasy z poprzedniego roku - około 4 ton siana, nie uratują zwierzyny, to zbyt mało! Łąki Ryszarda Brodzika wyglądają jak po pożarze. Z tą różnicą, że zamiast czarnego pogorzeliska widać tylko jasne resztki trawy. Bo słońce pali na biało.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!